> (NIE)CAŁY TEN JAZZ

 

Lepiej słuchać muzyki, niż o niej czytać. No pewnie! Też tak wolimy. Ale niektóre informacje mogą dodać smaku słuchanej muzyce. Takich smaczków szukamy. Mogą też wzbogacić wizerunek znanych muzyków i przypomnieć tych równie znakomitych, choć zapomnianych. Szukamy w różnych miejscach sieci, w tradycyjnych książkach polsko i anglojęzycznych. Ale za podstawę poszukiwań służy książka „Jazz na CD. Przewodnik” Johna Fordhama (Znak, Kraków 1997). Jest to z jednej strony przegląd historii gatunków i stylów jazzu w ujęciu chronologicznym; a z drugiej strony – komercyjny atlas nagrań trudno dostępnych. Od czasu wydania tej pozycji nośnik CD został zastąpiony elektronicznymi plikami dostępnymi w sieci. Nadal wydawane są albumy i na CD i w innych formatach; archiwalne materiały gwiazd jazzu pojawiają się coraz to nowych konfiguracjach i zestawieniach. Wspomniany przewodnik inspiruje nas do poszukiwań w sieci. Słuchamy, słuchamy, słuchamy i szukamy tego, co najlepsze. I liczymy, że Tobie też się to spodoba – to, co najlepsze w historii jazzu w jak najlepszym wydaniu

 

(NIE)CAŁY TEN JAZZ
 

Historycznie i alfabetycznie zaczynamy dziś poznawać wielkich artystów jazzu. Dziś – ALBERT C. AMMONS, niezwykły pianista, rodem z Chicago. Tak, tak, z Chicago, nie z Południa Stanów! Zwięzła prezentacja sylwetki artysty jest np. tutaj.

 

Nie dowiemy się stamtąd jednak, co oznacza „ofensywna gra lewej ręki” Ammonsa, tak ceniona przez krytyków muzycznych😄, trzeba sięgnąć po tradycyjne książki. Dlaczego Ammons jest mistrzem boogie-woogie możesz przekonać się, słuchając jego nagrań, wśród których jest wiele singli i składanek.

A jeśli lubisz „ogniste frazy fortepianu”, z pewnością znajdziesz swoje ulubione boogie-woogie! Nawet ktoś, kto nie przepada za jazzem zna ze słyszenia „Swanee River”, a energetyczne wykonanie Ammonsa, nadal budzi radość. I zagadka – co oglądamy, oryginalne nagranie, czy też popis możliwości dzisiejszych mediów? 

Serwis Spotify
też nie zapomniał o tym mistrzu.

(NIE)CAŁY TEN JAZZ

 

W romantycznej wizji Nowego Orleanu królują genialni muzycy i szaleństwo jazzowych improwizacji w zadymionych klubach. Zawiłości losów artystów też są częścią legendy tego miasta. Niekiedy występek stać się może symbolicznym początkiem niezwykłej kariery. I tak w uproszczeniu można powiedzieć o urodzonym w Nowym Orleanie Louisie Armstrongu.

 

Gdyby nie poprawczak, do którego nastoletni Louis trafił „za strzelanie na wiwat z pistoletu dla uczczenia Nowego Roku 1913”, nie moglibyśmy dziś cieszyć się jego nagraniamiW poprawczaku „dla kolorowych” (nawet i tam była segregacja rasowa!) został hejnalistą, no i dostał do ręki trąbkę, dzięki której stał się ikoną jazzu.

 

Zachowane rejestracje studyjne i koncertowe są dowodem naszej bezradności wobec wielkości takiego talentu muzycznego, który można docenić jedynie doświadczając muzyki granej na żywo. Jak bowiem uchwycić niepowtarzalność chwili, gdy improwizacja na trąbce przenika słuchaczy silniej niż papierosowy dym, którym zasnute bywały jazzowe kluby?

 

Przypomnienie osiągnięć „Satchmo” zaczniemy od nagrań z jego własnym jazzbandem, Hot Five. Ważna w dorobku artysty płyta Louis Armstrong And His Hot Five w wersji z roku 2000 dostępna jest w serwisie Spotify (całość płyty dostępna jest także na YouTube ).

 

Szczególnie cieszy słynny utwór "Skid dat de dat", dzięki któremu można się przekonać czym jest scat w wykonaniu Armstronga. Był on pionierem tego stylu, czyli improwizowanego śpiewu bez użycia słów. Legenda głosi, iż podczas studyjnego nagrania z pulpitu sfrunęła kartka z tekstem piosenki, co jednak nie było przeszkodą dla artysty w dokończeniu śpiewania!

 

#jazz #niecałytenjazz #louisarmstrong #satchmo #scat #jazzband #trąbka #cornet

 

(NIE)CAŁY TEN JAZZ

 

Louis Armstrong nazywany był „ambasadorem jazzu”, koncertował z upodobaniem i powodzeniem w wielu krajach świata. Jednak do Paryża w 1934 roku przybył walcząc z ogromnym bólem, jak wspomina jeden z muzyków „jego usta krwawiły, były twarde jak kawał drewna”; nie mógł grać. Siła woli, duma, determinacja „Satchmo” sprawiły, że nie przerwał trasy koncertowej, a na nagraniach z Paryża brzmi niezwykle! Czy poprzez szumy i trzaski winylowej płyty docenimy urodę tej rejestracji?

 

Armstrong był bardzo dumny z tego live performance❤️ Co ciekawe, na tym minialbumie słyszymy dixieland, styl, który w latach 30. XX wieku już ustępował swingowi.Louis Armstrong eksperymentował w różnych stylach jazzu, potrafił grać z wieloma muzykami w różnych konfiguracjach. Różnorodność twórczości „Satchmo” pozwalają docenić rozmaite zestawy nagrań

 

A dla amatorów „namiętnego feelingu bluesowego” Armstronga – rarytas – zarejestrowany koncert radiowy. „Satchmo” i jego muzyka uosabiają ducha jazzu: improwizację, zmienność, nieprzewidywalność, paradoksalność nastrojów – pogodną melancholię, niespokojną radość; indywidualizm, ale też współpracę z innymi; ulotność koncertowej atmosfery.

 

Mimo, iż to nie Armstrong wynalazł standard jazzowy, to kilka z nich wprowadził do kanonu, tak jak pojawiający się w niezliczonych wariantach, nagrany w 1938 roku standard When the Saints Go Marching In. Kiedy Louis śpiewa: „Oh, when the saints go marching in; I want to be in that number”, wierzymy, że jest jednym z nich. To dzięki „Satchmo” wiemy przecież, jak wygląda jazzowe niebo…😇

 

#jazz #niecałytenjazz #satchmo #louisarmstrong #dixieland #whenthesaintsgomarchingin

 

Numer konta Fundacji WSPAK:


32 1750 0012 0000 0000 3593 0752